wystawa zwierząt egzotycznych SHAHI KEBAB
Strona główna / Aktualności / Odejście trenera
Prezes Roman Winkel i Marek Wilczyński – trener seniorów Lubońskiego (z prawej)   fot. Zb. Lubońskiego

Odejście trenera

Trener juniorów – Sebastian Maćkowski z końcem czerwca odszedł z Lubońskiego, co wzbudziło wiele kontrowersji i emocji w lubońskim światku piłkarskim (szerzej czytaj w sierpniowym, papierowym wydaniu “GL”). Poniżej zamieszczamy list Prezesa Zarządu Lubońskiego 1943 – Romana Winkela do piłkarzy, ich rodziców oraz sympatyków klubu.  (Władysław Szczepaniak)

Szanowni piłkarze, rodzice i sympatycy Lubońskiego

Jako prezes, teraz, gdy krążą różne wersje tego samego zdarzenia, samemu będąc jednym z głównych jego uczestników, będąc proszony, aby publicznie wyrazić swoje zdanie na ten temat, przekazuję co następuje:

Z ogromnym żalem informuję, że 30 czerwca 2021, trener Sebastian Maćkowski zakończył pracę w naszym klubie.

Trener był w naszym klubie postacią szczególną, dlatego należy się mu i wszystkim zainteresowanym „słowo” ode mnie. Tym bardziej, że sam jestem osobą, która jako ojciec jednego z młodych piłkarzy, wiele mu zawdzięcza i którego zaangażowanie spowodowało, chęć pomocy w jego pracy. Najpierw jako kierownik drużyny starszego rocznika, a od trzech lat, jako prezes całego klubu. Przez cały ten czas, łączyła nas z trenerem wspólna wizja: wprowadzenie naszych wychowanków do kadry seniorów naszego klubu. Tego klubu, aby Lubońskim był nie tylko z nazwy, ale przede wszystkim lubońskim z kadry (patrz mój wywiad dla „Wieści lubońskich” z listopada 2018). Wierzyłem, że ktoś tak zaangażowany i z taką charyzmą, jak trener Sebastian, będzie tym, który ten cel zrealizuje. Nic dziwnego, że jego wieloletnia praca, przyciągnęła do Lubońskiego chłopaków nie tylko z Lubonia, ale także kilku ościennych miejscowości i że z nimi osiągnął największe sukcesy w piłce młodzieżowej w historii tego miasta.

Przez ostatnie 6 lat, dużo razem z trenerem przeszliśmy.

Było wiele pięknych chwil, jak zbudowanie drugiego, młodszego rocznika. Było też wiele trudnych, jak składane przez niego rezygnacje z pracy. Za każdym razem, udawało się jednak, nakłonić go do pozostania.

Było wiele sukcesów, jak szczególnie ostatni sezon. Było też wiele porażek, jak odejście każdego z zawodników, na przestrzeni tych lat. Ale taka już jest praca organiczna u podstaw, na którą byliśmy nastawieni.

Było wielu angażujących się ludzi, jak inni rodzice, czy zarząd. Było też niestety kilku „nie pomagających”, którym nie w smak były, niektóre zachowania trenera na ławce, w szatni, czy na mieście. Zawsze jednak, starałem się bronić i chronić jego i chłopaków, aby mogli skupić się tylko na graniu i trenowaniu.

Celem wszystkich w klubie, było i jest umożliwienie z czasem, wszystkim naszym młodym chłopakom gry w naszej drużynie seniorów. Od kilku lat, utrzymujemy tę drużynę, między innymi po to, by nasi wychowankowie, wchodząc do niej, mogli z nią osiągać swoje pierwsze sukcesy w dorosłej piłce. Dla nas, zarządzających, tym celem jest na pewno awans sportowy. Zgodziłem się zostać prezesem, aby pomóc naszym młodym, z czasem zdominowanie ilościowe tej drużyny. Stworzenie „mieszanki wybuchowej” młodości z doświadczeniem, która z pewnością byłaby w stanie powalczyć o najwyższe cele. Niestety zły „pijar”, robiony wokół seniorów, spowodował, że jak zauważyłem, wielu miało i ma zły obraz całej sytuacji. Seniorzy, z ich trenerem na czele, czekali na wchodzenie naszych juniorów do drużyny. Wszyscy wiedzieli, że taka wymiana pokoleniowa, za chwilę będzie musiała nastąpić. Zależy nam, aby przez wejście wychowanków do drużyny seniorów i osiągane w tej grupie pierwszych sukcesów, mogły naszych chłopaków wypromować. Aby następne pokolenie młodych piłkarzy, chciało, przejść tę samą drogę. Trenować z nami, wejść do seniorów, pokazać się tam z jak najlepszej strony, a potem być może odejść do klubów z wyższych lig. Nie przymierzając, jak wychowankowie Lecha, którzy chcą trenować w jego Akademii, żeby grać w seniorach. Tam osiągając sukcesy, wypromować się i dzięki temu, móc pójść dalej tam, gdzie macierzysty klub, sam nie jest w stanie ich zaprowadzić.

Teraz, wszystko się rozbiło u nas o to, że każdy chciał tego samego, ale każda ze stron, miała inny pomysł na tego realizację. W skrócie opisałbym to tak: wszyscy w klubie, chcieli widzieć naszych juniorów w seniorach Lubońskiego. Ja uważałem, że z tym trenerem, albo z innym. Druga strona, że z tym trenerem, albo w ogóle. I tu powstał pat. Na szali stanęło: albo ulec presji i postawić na tę jedną drużynę z tym trenerem, ryzykując odejściem wszystkich innych zaangażowanych, którzy prowadzą ten klub, co zachwiałoby jego funkcjonowaniem; albo nie ulegać presji, trzymać się przyjętej od początku hierarchii w klubie i ról sobie postawionych. Dzięki temu, zapewnić dalsze funkcjonowanie klubu na zdrowych zasadach.

Wydawało mi się, że sytuacja sama się rozwiązała, gdy trener Sebastian, w kwietniu tego roku, po raz kolejny złożył rezygnację. Wtedy ostatni raz go poprosiłem, aby znowu nie robił tego, tuż po rozpoczęciu rundy, do tego na dwa dni przed całą serią spotkań obu jego grup. Umówiłem się z nim, że pozwolimy chłopakom w spokoju dokończyć sezon i rok szkolny, bo wtedy to było dla nich najważniejsze. Trener, miał z czasem sam poinformować chłopaków o swojej decyzji. Ja w tym czasie, starałem się znaleźć nowego trenera z jak najlepszymi „papierami”. Po sezonie mieliśmy się z trenerem Sebastianem rozstać po dżentelmeńsku. Niestety, rozstajemy się w najgorszy możliwy sposób, a najbardziej na tym cierpią chłopacy.

O pojmowaniu w odmienny sposób tej samej sytuacji, niech świadczy fakt, że efektem tego wszystkiego, stało się odejście starszego rocznika za trenerem do innego klubu zza miedzy, z jednoczesnym pozostaniem jego młodszego rocznika w Lubońskim. Największym problemem nie jest tu jednak samo odejście tych chłopaków, bo z tym musieliśmy się liczyć, ale forma tego rozstania.

Paradoksem jest myślę to, że w ostatnich latach, udało nam się zakończyć odwieczny konflikt i „zakopać topór wojenny” ze Stellą Luboń, a ku mojej rozpaczy, ten został wykopany w naszym własnym ogródku. Zawsze starałem się pisać i mówić dobrze, o naszym klubie i wszystkich jego członkach. Także po porażkach, starałem się dostrzegać pozytywy i je akcentować. Nikomu nie odmawiam wyrażenia odrębnego zdania, ale niestety, ostatnio, zaczęły się pojawiać obelgi i pomówienia szkalujące nasz klub i ludzi tu pracujących. Tak jak zawsze wspierałem i broniłem trenera Sebastiana przed „hejterami” (wewnątrz klubu i poza nim, którzy chcieli go nawet pozywać do sądu, za różne jego zachowania), tak samo będę się dalej starał chronić tych, którzy nadal są w Lubońskim. Tak, jak myślę skutecznie, udało mi się powstrzymać oponentów trenera, przed negatywnym komentowaniem jego wpisu, na jego profilu, o jego odejściu i wzięciu chłopaków do innego klubu; tak teraz nie mogę pozwolić, aby ktokolwiek szkalował na naszym profilu, kogokolwiek z naszego klubu. Zwłaszcza, że wszyscy poza trenerami, pracują tu charytatywnie. Poświęcają oni swój czas, zdrowie, pracę zawodową, życie prywatne oraz własne pieniądze i za to wszystko, należy im się szacunek. Dlatego usuwaliśmy negatywne wpisy i nadal będziemy usuwać te, które godzą w dobre imię klubu lub kogokolwiek z jego członków. Doszło już nawet do tego, że ktoś naiwnie i bezczelnie, próbował się podszyć pod moją osobę.

Niezmiennie jednak, jestem bardzo wdzięczny trenerowi Sebastianowi za te wszystkie lata. Za jego pracę i oddanie. Za to, że tak wielu chłopaków mogło tu z nim realizować swoją pasję.

Tak, jak zawsze będę kibicował oraz dobrze życzył i myślał o każdym z naszych chłopaków, tak też życzę wszystkiego dobrego tym, którzy teraz chcą odejść. Także tym, którzy w emocjach, być może powiedzieli, albo napisali o jedno słowo za dużo. Zganiam to na garb młodości i emocji.

Biorę na siebie pełną odpowiedzialność i przepraszam za to wszystko, co się wydarzyło. Za to, że nie udało mi się pogodzić „ognia z wodą”. Być może zawiodłem jako prezes i teraz powinienem zrezygnować, co by tylko dobrze zrobiło mi i moim najbliższym. Nie chcę jednak teraz tego robić, bo w klubie wciąż pozostają i są chłopacy, którzy myślą realizować swoją wizję piłki na przyszłość, przez grę w naszym klubie, a ja obiecałem im, że ich teraz nie zostawię. Tym samym, mam nadzieję, że starczy mi sił, zdrowia i wytrwałości, aby przynajmniej dokończyć moją kadencję.

Wszystkiego dobrego dla Wszystkich

Roman Winkel – Prezes Zarządu Lubońskiego 1943

Prezes Roman Winkel i Marek Wilczyński – trener seniorów Lubońskiego (z prawej)   fot. Zb. Lubońskiego
Prezes Roman Winkel i Marek Wilczyński – trener seniorów Lubońskiego (z prawej)   fot. Zb. Lubońskiego

Redakcja GL

Gazeta Lubońska - niezależne pismo i portal mieszkańców Lubonia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.