Strona główna / Aktualności / Co też Pani wypisuje?

Co też Pani wypisuje?

Na ostatniej sesji Rady Miasta Luboń, w ramach punktu „wolne głosy i wnioski radnych”, jeden z radnych postanowił odnieść się do mojego ostatniego felietonu opublikowanego na łamach „Gazety Lubońskiej”. Dotychczas wprawdzie wydawało mi się, że jak ktoś pisze felieton czy jakikolwiek inny materiał do gazety, to właściwą drogą dyskutowania o jego treści są właśnie łamy tejże gazety, ale jak widać się myliłam.

Cóż, człowiek uczy się całe życie. W sumie, dlaczego nie pogadać o lokalnej prasie podczas sesji rady miasta? Radny ów najpierw nie mógł sobie przypomnieć, jak się nazywam (zdarza się najlepszym), a następnie zarzucił mi pisanie nieprawdy (!). Uznał, że w swoim felietonie dowodzę, że miasto Luboń wypłaciło setki milionów złotych odszkodowań, bowiem napisałam: „Zatem Miasto płaci. Nie tysiące, nie setki tysięcy, nawet nie miliony, a tych milionów dziesiątki lub setki”. Zbaraniałam jako żywo. W popłochu zaczęłam nawet otwierać na komputerze swój artykuł, bo może faktycznie coś przeoczyłam? Może jakiś błąd w druku? Może… sama nie wiedziałam, co myśleć? Okazało się jednak, że wszystko w jak najlepszym porządku i w „Gazecie” ukazał się następujący akapit: „W takim razie, skoro miasto nie może ograniczać tych transakcji, niech przynajmniej tak skonstruuje miejscowe plany, aby nie dało się już więcej nic w tym mieście wybudować. I tu w sumie trzeba sobie uczciwie powiedzieć – jest taka opcja. Ma tylko jeden, malutki, niemal zupełnie nieznaczący mankamencik. Jaki? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Otóż każdy właściciel, któremu wiele lat temu zapisano w miejscowym planie przeznaczenie jego gruntu pod budownictwo mieszkaniowe lub jakąkolwiek inną działalność – jeśli nie będzie mógł tego zapisu „skonsumować” jest uprawniony do starania się o odszkodowanie. Odszkodowanie z tytułu utraconej wartości nieruchomości. Zatem Miasto płaci. Nie tysiące, nie setki tysięcy, nawet nie miliony, a tych milionów dziesiątki lub setki. Konieczności wypłaty takich odszkodowań nie uniósłby budżet Poznania, a co dopiero Lubonia. Nijak się nie spina. Innych propozycji chwilowo brak”. Hipotetyczna sytuacja, w której opisuję, jak wpłynęłaby na budżet miasta okoliczność generalnej zmiany lokalnych przepisów planistycznych i ograniczenia dalszej zabudowy mieszkaniowej na terenie miasta. Okoliczność skutkująca tym, że… miasto musiałoby płacić. Nie widzę w tym akapicie danych rodem ze sprawozdania budżetowego, nawet nie widzę przytaczania faktów, a jedynie opis potencjalnych konsekwencji pewnych hipotetycznych decyzji. Z wrażenia opowiedziałam szczegółowo panu radnemu, jak ten akapit czytać należało, a na koniec zachęciłam do pielęgnowania umiejętności czytania ze zrozumieniem.

I pewnie oszczędziłabym Państwu sprawozdania z tej, bądź co bądź, jednak żenującej sytuacji (litościwie pominę nazwisko radnego), gdyby nie fakt, że nauczkę z tej historii wyniosłam jednak gorzką. Po pierwsze – przewidziałam miesiąc temu, że lokomotywa kampanijna ruszy i czas przedwyborczy prędzej czy później zacznie obfitować w tego typu historie. Po drugie jednak i chyba najbardziej gorzkie – po raz kolejny przekonałam się, że kompetencja słabo się broni i jeszcze słabiej sprzedaje. Od początku mojej pracy w Radzie Miasta Luboń, tj. od końca 2018 roku, starałam się służyć temu organowi swoją wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami. Od wielu lat pracując na uczelni, działając jako konsultantka samorządowa, występując na niezliczonych sesjach rad miast, gmin, powiatów przygotowując opracowania i strategie czy szkoląc pracowników samorządowych, zdobywałam nowe umiejętności i doskonaliłam swoją wiedzę. Starałam się tym także służyć Państwu, dzieląc się na łamach „Gazety Lubońskiej” moimi przemyśleniami, czasem szczyptą tejże wiedzy, a także opisując zaobserwowane w naszym mieście i nie tylko zjawiska. Kto miał ochotę – czytał, kto niekoniecznie, przewracał stronę. Spotkał mnie jednak, przynajmniej na sesjach Rady Miasta, kilkukrotnie zarzut mijania się z prawdą w swoich wypowiedziach (co dziwne, wciąż padający z ust tego samego radnego), a ostatnio nawet wspomniany mało przyjemny zarzut wprowadzania w błąd czytelników, czyli Państwa. Przyjęłabym go z pokorą, gdyby był uzasadniony lub przynajmniej wskazane zostałyby jakieś szczegóły tego „mijania się z prawdą”. Okazuje się jednak, że jak trudno jest coś zarzucić merytorycznej wypowiedzi, to zarzućmy jej, że mija się z prawdą. Nieważne, gdzie i jak. Cóż… mało przyjemne i mało smaczne w sumie. Ale jako że nauka zawsze jest w cenie – będę się starała dalej dla Państwa pisać, przywiązując jeszcze większą wagę do klarowności wypowiedzi i jej przejrzystości.

Ale żeby nie kończyć malkontencko i nie koncentrować się na narzekaniu, kiedy wokół budzi się wiosna, zechciejcie Państwo przyjąć najcieplejsze życzenia spokoju, wyrozumiałości i życzliwości. Ot tak, na wiosnę!

Anna Bernaciak

Redakcja GL

Gazeta Lubońska - niezależne pismo i portal mieszkańców Lubonia.

Sprawdź również

Sprzątanie brzegów Warty

X Sprzątanie Brzegów Warty, Odry oraz innych rzek i jezior w Polsce

20 kwietnia (sobota) o godz. 10 na Plaży Miejskiej przy ul. Rzecznej w Luboniu spotykamy …

Życie w Ośrodku Kultury

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *