Strona główna / Aktualności / Kącik HORTistacji – HORTI, czyli co?
fot. Paweł Antoni Wolniewicz

Kącik HORTistacji – HORTI, czyli co?

Odpowiadając komuś na pytanie „czym się zajmujesz”, zawsze (a na pewno w 99%) słyszę: „czym?” albo „horti, co?” Ale jeszcze chwilka, jeszcze momencik i HORTITERAPIA nie będzie już budziła zdziwienia czy niedowierzania w jej sens. Przypomnijmy: HORTITERAPIA pochodzi od dwóch słów (z łac. i gr.):

HORTUS = ogród i THERAPEUEIN = opieka, leczenie, terapia.

Początki terapii ogrodniczej odnaleźć można już w starożytności. Egipscy lekarze i kapłani zalecali spacery po ogrodach jako najlepszy środek na choroby, zwłaszcza umysłowe, a w średniowieczu ogrody były wyrazem tęsknoty za biblijnym Rajem – który był OGRODEM, “krainą szczęśliwości”, schronieniem. W Biblijnej Księdze Rodzaju czytamy: „I zasadził Jahwe-Bóg na wschodzie ogród w Edenie, i umieścił tam człowieka, którego ukształtował. Jahwe-Bóg sprawił, że z ziemi wyrosły różne drzewa o pięknym wyglądzie i smacznych owocach; także drzewo dające życie – w środku ogrodu i drzewo dające wiedzę o dobru i złu. A z Edenu wypływała rzeka, aby nawadniać ten ogród…” [Rdz., 2, 8-10]. Nawet samo słowo Biblia ma związek z rośliną – trzciną papirusową, nazwa Biblia pochodzi od greckiego słowa βίβλος (biblos), zwoju papirusu sprowadzanego z Egiptu rozładowywanego w porcie Biblos. Poza Księgą Rodzaju motyw ogrodu Eden pojawia się w Starym Testamencie jeszcze wielokrotnie, oznaczając szczęście, obfitość, płodność, urodzajność, radość.

Są miejsca, w których czujemy się dobrze, ale są też takie, z których chcemy jak najszybciej uciec. Miejsce, w którym przebywamy ma olbrzymie znaczenie, o czym wiedzieli już dawno temu wielcy myśliciele. Filozofia przyrody jest najstarszą dyscypliną filozoficzną. Filozofowie przyrody formułowali swoje koncepcje na podstawie bezpośredniego doświadczenia zmysłowego. Arystoteles uważał, że spacery na świeżym powietrzu oczyszczają umysł, a ojciec starożytnej medycyny Hipokrates mawiał: “Medicus curat, natura sanat” – lekarz leczy, natura uzdrawia. Frederick Law Olmsted – amerykański architekt krajobrazu pisał, że już samo przyglądanie się naturze “zajmuje umysł, nie męcząc go, ale mimo to ćwiczy go, uspokaja, ale mimo to go pobudza”. Nie odwracajmy się więc od przyrody, ale korzystajmy z jej dobrodziejstw tak często, jak tylko jest to możliwe. Przyroda zaangażuje wszystkie nasze zmysły, pozwoli dostrzec to, co na co dzień umyka naszej uwadze: piękne zapachy, widoki, przyjemne dla naszego ucha dźwięki, ukoi i wyciszy zszargane codziennymi kłopotami nerwy…

Już ponad 80 lat temu w Anglii ogrodnictwo zostało uznane za metodę terapii chorych fizycznie i psychicznie, a po II wojnie światowej nastąpił znaczny jej rozwój. W latach 60 i 70 w USA rozwój terapii ogrodniczej wynikał m. in. z potrzeby leczenia żołnierzy poszkodowanych w wojnie w Wietnamie. W 1973 roku powstało Amerykańskie Stowarzyszenie Terapii Ogrodniczej (American Horticultural Therapy Association – AHTA),które zajęło się edukacją, badaniami, nadawaniem uprawnień hortiterapeutom oraz pisaniem programów hortiterapeutycznych. Już wtedy przeprowadzone badania udowodniły, że nawet widok z okna ma bardzo duży wpływ na samopoczucie, zatem również pośrednia obecność roślin wpływa na nas bardzo korzystnie, warto o tym pamiętać. W latach 90. wprowadzono nową definicję ogrodnictwa, która cały czas funkcjonuje: “nauka i sztuka związana z uprawą roślin użytkowych i ozdobnych, wpływająca na rozwój umysłowy i emocjonalny ludzi, a także poziom życia i zdrowie społeczeństwa”, a zależnościami pomiędzy ogrodnictwem a człowiekiem zajmuje się socjoogrodnictwo – interdyscyplinarna dziedzina wiedzy, która obok ogrodnictwa i architektury krajobrazu obejmuje również m. in. psychologię, pedagogikę czy socjologię.

Niestety, wiedza na temat oddziaływania roślin na człowieka jest w naszym społeczeństwie wciąż niewielka, mimo naukowych dowodów na to, że kontakt z roślinami, naturalnym krajobrazem wpływa na nas bardzo pozytywnie. Naukowcy wykazali, że przebywanie na łonie przyrody, wszelki kontakt z roślinami powoduje uwalnianie dopaminy – tzw. “hormonu szczęścia” (obok serotoniny), który odpowiedzialny jest m. in. za dobre samopoczucie i koncentrację. W publikacjach naukowych czytamy, że brak wystarczającej ilości dopaminy może być źródłem depresji i „zamglonego” umysłu. Pojawienie się jej powoduje natomiast stan euforyczny. Dopamina jest odpowiedzialna za koordynację i napięcie mięśni, wydzielanie hormonów, procesy emocjonalne i wyższe czynności psychiczne. Jak przekonują naukowcy, z jej niedoborem borykają się m.in. osoby z ADHD czy uzależnione od alkoholu, zatem hortiterapia może przynieść wymierne korzyści zwłaszcza w tych grupach społecznych.

Ogród w języku polskim pochodzi od słowa „ogrodzenie”, ponieważ pierwotne ogrody wydzielano z dzikiego otoczenia i odgradzano murem lub płotem (miejsce odosobnienia i bezpieczeństwa). Mimo, iż na przestrzeni lat ponownie otwarto go na przestrzeń, obecnie znowu chętniej wracamy do ogrodów zamkniętych, bardzo prywatnych. Jest to zauważalne zwłaszcza teraz – w czasie pandemii wirusa COVID-19, gdzie z jednej strony odgórnie zostaliśmy zatrzymani na pewien czas w naszych domach/mieszkaniach, z drugiej – często sami czujemy się u siebie po prostu najbezpieczniej. Nasze zielone, prywatne przestrzenie, zarówno w postaci ogrodu, jak i niewielkiego balkonu czy pokoju wypełnionego roślinami doniczkowymi mogą być naszą enklawą, schronieniem, miejscem odpoczynku. Korzystajmy z tego. Czasami wystarczy tak niewiele, aby zdziałać tak dużo…

Małgorzata Antkowiak

https://www.facebook.com/hortistacja

Paweł Wolniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.