Strona główna / Aktualności / Czy bez kar da się wychować? Dyscyplina w szkole i harcerstwie

Czy bez kar da się wychować? Dyscyplina w szkole i harcerstwie

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu szkolna dyscyplina bywała oparta na strachu. Uderzenie linijką, publiczne zawstydzanie, stanie w kącie – takie obrazy wielu dorosłych pamięta do dziś. Dziś kary fizyczne są jednoznacznie zakazane i coraz więcej mówi się o ich destrukcyjnym wpływie na rozwój dziecka. Czy jednak wraz z nimi zniknęły wszystkie „twarde” metody wychowawcze? I czy współczesna szkoła nie popadła w drugą skrajność?

Od strony prawnej nauczyciel ma prawo reagować na niewłaściwe zachowanie ucznia, ale reakcja musi być zgodna z prawem i statutem szkoły. W polskim prawie nie istnieje zamknięty katalog „kar”, które może stosować nauczyciel. Ramy wyznaczają ustawa Prawo Oświatowe, Karta Nauczyciela oraz statut konkretnej szkoły. Kluczową zasadą jest poszanowanie godności ucznia i proporcjonalność reakcji wychowawczej. Można jednakże podsumować zasady wynikające z tych dokumentów i określić, że nauczyciel nie może: stosować przemocy fizycznej ani psychicznej, publicznie upokarzać uczniów, naruszać prywatności (np. przeglądać prywatnych wiadomości ucznia bez zgody), faworyzować wybranych uczniów, prowadzić działalności politycznej w szkole. Złamanie powyższych zasad może skutkować postępowaniem dyscyplinarnym, a nawet zwolnieniem z pracy.

A co nauczyciel może? Odpowiedzi powinny znajdować się w statutach szkół. Przykładowo w Statucie Szkoły Podstawowej nr 1 w Luboniu w Rozdziale 7 o prawach i obowiązkach ucznia można znaleźć następujące kary za nieprzestrzeganie obowiązków ucznia, a także za naruszanie obowiązku szkolnego:   pisemna nagana wychowawcy, pisemna nagana dyrektora szkoły, przeniesienie ucznia do innej szkoły za zgodą kuratora oświaty. Kary te mogą być udzielone po uprzednim wysłuchaniu ucznia. Szkoła może także zastosować następujące środki wychowawcze: pouczenie, ostrzeżenie ustne, ostrzeżenia na piśmie, przeproszenie pokrzywdzonego, przywrócenie stanu poprzedniego, wykonanie określonych prac porządkowych na rzecz szkoły. Podobne zasady znajdują się we wszystkich szkolnych statutach.

W jaki sposób zatem nauczyciele powinni sobie radzić z dziećmi sprawiającymi trudności? Czy współczesna szkoła daje im odpowiednie narzędzia? Poprosiliśmy o wypowiedź na ten temat Kuratorium Oświaty w Poznaniu, lecz nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Aby poznać opinię praktyków, skontaktowaliśmy się także z dyrektorami lubońskich szkół, a odpowiedzi udzieliła nam pani Agnieszka Antczak – Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 4 im. prof. A. Wodziczki w Luboniu, za co serdecznie dziękujemy. Pani Agnieszka posiada 12-letnie doświadczenie w pełnieniu funkcji dyrektora szkoły oraz 3-letnie doświadczenie facylitatorki w programie Akademii Dyrektorów prowadzonym przez Ośrodek Rozwoju Edukacji.

Gazeta Lubońska: Od dawna już nie można stosować na uczniach kar fizycznych, np. bicia linijką – wiemy, że kary takie mają destrukcyjne efekty w psychice dziecka. Czy są jednak inne szkolne metody, które „ostały się” z tamtych czasów?

Agnieszka Antczak: Dawny model szkoły opierał się szerzej na mechanizmach dyscyplinowania poprzez lęk, wstyd i podporządkowanie. W przeszłości stosowano środki takie jak publiczne upominanie, zawstydzanie, stawianie do kąta czy wielokrotne przepisywanie zdań w rodzaju „będę grzeczny na lekcji”. Ich skuteczność opierała się na wywołaniu dyskomfortu, uczeń miał odczuć konsekwencję w sposób dotkliwy emocjonalnie. Efekt krótkoterminowy bywał widoczny: dziecko przestawało dane zachowanie powtarzać. Jednak motywacja miała charakter zewnętrzny, uczeń unikał kary, ale nie rozumiał sensu normy. Taki model nie rozwijał samoregulacji, odpowiedzialności ani dojrzałości społecznej. Często osłabiał poczucie własnej wartości i budował relację opartą na strachu, nie na zaufaniu. Dziś, dysponując wiedzą z zakresu psychologii rozwojowej i neuronauki, wiemy, że trwała zmiana zachowania wymaga czegoś więcej niż chwilowego podporządkowania.

Gazeta Lubońska: Jakie „kary” lub „konsekwencje” można stosować w szkole? Jakie są możliwości nauczyciela?

Agnieszka Antczak: Współczesna szkoła odchodzi od pojęcia „kary” na rzecz „konsekwencji”. Różnica jest zasadnicza, gdyż konsekwencja: jest powiązana z zachowaniem, ma charakter naprawczy lub edukacyjny, służy refleksji i rozwojowi. Opcje nauczyciela są szerokie i profesjonalne: rozmowa indywidualna oparta na faktach, wspólne ustalenie sposobu naprawienia szkody, kontrakt klasowy i jasne procedury, czas na wyciszenie i regulację emocji, mediacje rówieśnicze, współpraca z rodzicem, wsparcie pedagoga lub psychologa szkolnego.

Gazeta Lubońska: Czy wpisanie uwagi do dzienniczka faktycznie przynosi zmianę zachowania?

Agnieszka Antczak: Wpisanie uwagi jest narzędziem informacyjnym, nie wychowawczym. Samo w sobie rzadko powoduje trwałą zmianę zachowania. Jeśli nie towarzyszy mu rozmowa, analiza przyczyn i wspólne ustalenie działań, staje się formalnością. Zdarza się, że zarówno uczniowie, jak i rodzice reagują na nie obojętnie, zwłaszcza gdy komunikacja szkoły z domem ogranicza się wyłącznie do sygnalizowania problemów.

Gazeta Lubońska: W przestrzeni publicznej słychać wiele głosów ze strony nauczycieli, że coraz trudniej utrzymać spokój na lekcji, dzieci są coraz bardziej niesforne, a rodzice wcale nie lepsi. Nauczyciele coraz częściej nie radzą sobie z klasą. Jak do tych przykrych trendów ma się brak kar i tzw. „bezstresowe wychowanie”? Czy podziela Pani zdanie, że nad uczniami coraz trudniej zapanować?

Agnieszka Antczak: Pojęcie „bezstresowego wychowania” bywa nadużywane. Nowoczesna szkoła nie polega na braku zasad ani wymagań. Współczesne podejścia, takie jak: tutoring szkolny, coaching w edukacji, ocenianie kształtujące, pokazują, że uczeń powinien być świadomym uczestnikiem swojego rozwoju. Zamiast pytania „jaką karę zastosować?”, nauczyciel docieka: „co pomoże ci zrobić kolejny krok naprzód?”. To ogromna zmiana kultury szkoły. W naszych czasach dzieci funkcjonują w świecie nadmiaru bodźców, szybkiej informacji i dużych obciążeń emocjonalnych, a to sprawia, że rola nauczyciela jest dziś bardziej złożona niż kiedyś. Nie powiedziałabym jednak, że nad uczniami trudniej zapanować, a raczej, że potrzebujemy innych narzędzi niż dawniej. Autorytet nie wynika już z funkcji ani z dystansu – wynika z kompetencji, spójności i relacji.

…………………………………………………………………………………………….

Na temat wychowywania i karania dzieci poprosiliśmy o wypowiedź przedstawicielkę Związku Harcerstwa Polskiego – podharcmistrzynię Natalię Troszczyńską. Aktualnie pełni funkcję Komendantki Szczepu ZHP Żabikowo w Luboniu, a wcześniej przez wiele lat prowadziła gromadę zuchową. Z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym.

Natalia Troszczyńska: Kiedyś, jeśli dziecko było uznawane za „niegrzeczne”, naturalną reakcją dorosłych było wymierzenie mu kary. Podobnie bywało w harcerstwie. „Za karę” stosowano musztrę, przysiady, pompki czy bieganie z plecakiem wokół obozowiska. Nikt nie traktował tego jako przyjemności – konsekwencje wiązały się z wysiłkiem fizycznym i zmęczeniem. Z czasem jednak zaczęliśmy zadawać sobie pytanie: co tak naprawdę dają takie metody? Trudności dalej się pojawiały, rodzice coraz częściej patrzyli na to krytycznie, a część harcerzy zniechęcała się do przychodzenia na zbiórki. Druhowie stosujący kary byli postrzegani jako „ci źli”, co stało w sprzeczności z misją ZHP i ideą wspólnoty. W takich sytuacjach dziecko czuło brak szacunku, czuło się zawstydzone czy poniżone. A przecież nie to było naszym celem. Problem polegał na tym, że nie znaliśmy wtedy innych rozwiązań. Kadra często nie wiedziała, jak reagować, gdy jedno dziecko dezorganizowało całą zbiórkę. Sięgaliśmy po metody, które sami znaliśmy, przestarzałe i oparte na karze. Świat jednak się zmienił, a wraz z nim wiedza o wychowaniu. Zamiast karać, zaczęliśmy rozmawiać. W sytuacji nagłego wybuchu złości czy konfliktu dziś najpierw odchodzimy z dzieckiem na bok, dajemy mu chwilę na ochłonięcie i dopiero potem spokojnie wyjaśniamy sytuację. Często już samo wysłuchanie jego potrzeb przynosi efekt. Nieprawdą jest, że „to po prostu niegrzeczne dzieci i nie mają żadnych problemów”. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać i dostrzegać ich trudności, bardzo szybko zobaczyliśmy zmianę. W naszej organizacji pojawia się coraz więcej dzieci z różnymi wyzwaniami, trudnościami emocjonalnymi, niepełnosprawnościami, problemami rodzinnymi. My również się zmieniamy: szkolimy się, zdobywamy wiedzę, uczymy się nowych metod pracy. Dziś wiemy jedno – nie ma dzieci „niegrzecznych”. To my, dorośli, musimy zrozumieć, co stoi za ich zachowaniem, i traktować je jak ludzi, którym należy się szacunek.

Wychowanie bez kar nie oznacza zatem wychowania bez zasad. Zarówno szkoła, jak i harcerstwo pokazują dziś wyraźnie, że skuteczność nie musi opierać się na strachu. Nie chodzi też o to, by rezygnować z konsekwencji, lecz by nadawać im sens wychowawczy. Konsekwencja ma uczyć odpowiedzialności, a nie wywoływać lęk. Ma prowadzić do refleksji, a nie do upokorzenia. Ma wzmacniać poczucie sprawstwa, a nie budować przekonanie, że „silniejszy ma rację”. Czy bez kar da się wychować? Odpowiedzi wychowawców pokazują, że tak, pod warunkiem, że w miejsce kary pojawią się jasne zasady, spójność dorosłych oraz autentyczna relacja z dzieckiem. W świecie, który stawia przed młodymi ludźmi coraz więcej wyzwań, największym autorytetem nie jest ten, kto potrafi ukarać, lecz ten, kto potrafi mądrze poprowadzić.

Oprac. Małgorzata Wojsz

Źródła: strona internetowa prawnika oświatowego Mateusza Pilicha, Statut Szkoły Podstawowej nr 1 w Luboniu

Małgorzata Wojsz

Dodaj komentarz