Strona główna / Aktualności / Chcieć to móc

Chcieć to móc

O tym, jak wyglądało zarządzanie miastem na przełomie lat 70. i 80., rozmawiamy z Kazimierzem Świderskim, byłym Naczelnikiem Miasta Lubonia. Funkcja ta – dziś już nieistniejąca – łączyła zadania obecnego burmistrza i zarządcy, a jej sprawowanie przypadło na bardzo wymagający okres w historii Polski.

To rozmowa o codziennej pracy, inwestycjach i budowaniu miasta właściwie od podstaw, ale także o spotkaniach z mieszkańcami, różnych oczekiwaniach i napięciach, które pojawiły się wraz ze zmianą systemu. Z tych wspomnień wyłania się obraz Lubonia, który stopniowo przestawał być zlepkiem trzech wsi, a zaczynał funkcjonować jak jedno, spójne miasto.

Część pierwsza

Gazeta Lubońska: Jak trafił Pan do Lubonia i co sprawiło, że związał Pan z tym miastem swoje życie zawodowe?

Kazimierz Świderski: Po ukończeniu nauki w Technikum Ekonomicznym w Pile podjąłem pracę w Zakładzie Przemysłu Ziemniaczanego w Pile na stanowisku rewidenta w dziale kontroli. W 1970 nastąpiło połączenie Zakładów Ziemniaczanych z województwa poznańskiego, tj. Luboń, Piła, Wronki, Stęszew i Ujście w jedno. Powstało Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego z siedzibą w Luboniu. I wtedy otrzymałem propozycję przejścia do pracy w Luboniu w dziale księgowości. Przeniosłem swoje członkostwo w Spółdzielni Mieszkaniowej w Pile do Powiatowej Spółdzielni Mieszkaniowej w Luboniu. Pracując w księgowości, przeszedłem stanowiska od księgowego przez starszego księgowego do samodzielnego księgowego. Zaproponowano mi objęcie stanowiska kierownika magazynów.

W 1972 zostałem wybranym radnym Miejskiej Rady Narodowej (MRN), a od września 1975 objąłem stanowisko inspektora Rady w Urzędzie Miejskim w Luboniu. W latach 70. zlikwidowano powiaty. Wiele środków i kompetencji przeszło do miast i gmin. W Luboniu nastąpiło znaczne ożywienie w zakresie gospodarczym miasta. MRN uchwaliła długofalowy plan rozwoju, przyjmując w nim główne kierunki. Pierwszoplanowym punktem było stworzenie ciągów komunikacyjnych w ulicach Żabikowska, Sobieskiego, Kręta – w kierunku na Puszczykowo.

Gazeta Lubońska: Został Pan naczelnikiem miasta w 1981 roku, mając zaledwie 32 lata. Jak wyglądały kulisy objęcia tej funkcji?
Kazimierz Świderski: Na przełomie 1980–1981 doszło do zmiany na stanowisku Naczelnika Miasta. Wtedy miałem za sobą 8 lat działalności w Radzie w Komisji Rozwoju i 5 lat obsługi bezpośredniej w Biurze Rady. Równolegle podjąłem studia na Wydziale Prawa UAM w Poznaniu, kończąc je po 5 latach z tytułem mgr prawa administracyjnego. Będąc radnym i obsługując całą Radę i sieć 7 komitetów osiedlowych mieszkańców oraz uczestnicząc w zebraniach, poznałem dogłębnie problemy i bolączki miasta.

W marcu 1981 na sesji MRN spośród dwóch nominowanych kandydatów zostałem wybrany i uzyskałem rekomendację skierowaną do Wojewody Poznańskiego Stanisława Cozasia, z którego rąk otrzymałem nominację na stanowisko Naczelnika Miasta Lubonia z dnia 2.04.1981 r. Faktycznie byłem najmłodszym naczelnikiem w województwie.

Samo objęcie tego stanowiska bardziej wiązało się ze zmianą pokoleń. Znałem wszystkich osoby pracujące w Urzędzie Miasta oraz Zastępcę Naczelnika Miasta Włodzimierza Janickiego, który wcześniej też pracował w Wielkopolskim Przedsiębiorstwie Przemysłu Ziemniaczanego (przyp. red. Naczelnik Miasta w latach 1973–1990 był jednoosobowym organem administracji państwowej oraz organem wykonawczo-zarządzającym MRN w mieście liczącym poniżej 50 tysięcy mieszkańców).

Miejska Rada Narodowa nadała miastu herb – opracowany i podarowany przez Eugeniusza Kowalskiego, a następnie sztandar. W 1978 r. miasto zostało odznaczone Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski.

Gazeta Lubońska: Jakie były najważniejsze wyzwania stojące przed Luboniem na początku lat 80.?

Kazimierz Świderski: W 1981 Luboń jako miasto funkcjonowało bardziej z nazwy. Był zlepkiem odrębnych poszczególnych wsi wchodzących w skład miasta (przyp. red. Luboń otrzymał prawa miejskie stosunkowo późno, w 1954 roku, łącząc ze sobą trzy wsie Żabikowo, Luboń i Lasek). Luboń graniczący z Poznaniem traktowany był jako wielka sypialnia Poznania.

Główne wyzwania to kontynuacja planu rozwoju miasta. Bowiem we wszystkich dziedzinach działania miasta występowały braki. Do najważniejszych planów rozwoju należało: uzbrojenie terenów w sieć wodociągową i kanalizację burzową; rozwój placówek oświatowych i budowa nowych obiektów; rozwój budownictwa mieszkaniowego (głównie Spółdzielnia Mieszkaniowa), ale i wydzielanie nowych terenów pod budownictwo jednorodzinne; rozwój sieci placówek handlowych.

Gazeta Lubońska: Jak wyglądało zarządzanie miastem w systemie rad narodowych i roli naczelnika?
Kazimierz Świderski: Rada była organem uchwałodawczym, Naczelnik zaś organem wykonawczo-zarządczym. Rada uchwalała roczne plany rozwoju gospodarczo społecznego miasta. Naczelnik poza rolą reprezentacyjną na zewnątrz był wykonawcą uchwał Rady, ale też był odpowiedzialny za wiele czynności administracyjnych, m.in. za: zbieranie i ściąganie podatków, organizowanie poboru do wojska, obronę cywilną w mieście, opiekę społeczną i kolegium orzekające (przyp. red. Kolegium orzekające – były to organy orzekające w sprawach o wykroczenia, które funkcjonowały przy urzędach administracji państwowej).

Gazeta Lubońska: Na ile mieszkańcy mieli realny wpływ na decyzje lokalne w tamtym czasie?

Kazimierz Świderski: Mieszkańcy wychodzili z określonymi inicjatywami zgłaszanymi na zebraniach (7 w Luboniu) komitetów osiedlowych. Sami też podejmowali się ich realizacji. Zawsze na sesjach Rady uczestniczyli przedstawiciele poszczególnych komitetów. Rodzice ze Szkoły Podstawowej nr 1 podjęli się budowy sali gimnastycznej przy wsparciu finansowym Miasta.

Komitety osiedlowe skupiały 30-50 osób danego rejonu. Organizowały różne imprezy społeczno-kulturalne. Zarząd spotykał się raz w miesiącu, zaś z mieszkańcami odbywały się zebrania przynajmniej raz w roku. To była bardzo duża grupa działających i zaangażowanych w sprawy miasta. Komitety liczyły ok. 300 osób. Rada Miasta w tamtych latach liczyła 60 osób (przyp. red. Obecnie Rada Miasta Lubonia liczy 21 radnych). Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że przed 1990 r. działały ogniska samorządu mieszkańców.

Gazeta Lubońska: Jak układała się współpraca z mieszkańcami, organizacjami społecznymi i parafiami?

Kazimierz Świderski: Współpraca z mieszkańcami przebiegała głównie poprzez komitety osiedlowe, to tam skupiało się życie społeczno-kulturalne osiedla. Stąd też wychodziły różne inicjatywy. Organizacje społeczne prężnie działające w tamtych czasach to: Miejskie Kluby Sportowe, Szkolne Kluby Sportowe, kluby sportowe, Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, chóry, Koła Rodzinne, Polski Komitet Pomocy Społecznej. Nie tylko Komitety wychodziły z inicjatywami. Były też sytuacje, że z danej ulicy przychodziły delegacje ulicy z gotowym planem i 25% zabezpieczeniem środków.

Istniała też świetna współpraca z proboszczami, np: powiększenie cmentarza w Żabikowie. Miasto przygotowało dokumentację geodezyjno-kartograficzne z odwiertami badawczymi terenu, zaś Proboszcz wykupił teren potrzebny pod rozbudowę cmentarza. Prowadziliśmy działania w kierunku powołania Parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego, a następnie budowy kościoła w Lasku. Rada podjęła w związku z tym odpowiednie uchwały.

Współpraca z siostrami Zakonu. Najpierw została wydana pozytywna opinia na rozbudowę klasztoru, a następnie pozytywna opinia na budowę ochronki. W latach 80. w klasztorze mieszkały siostry emerytki. W późniejszych latach został przeniesiony z Poznania cały Zakon wraz z Domem Generalnym Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny do Lubonia.

Beata Spychała

Wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę SP3    fot. Zb. Kazimierza Świderskiego
Wizytacja kierownika na placu budowy SP3    fot. Zb. Kazimierza Świderskiego

Beata Spychała

Dodaj komentarz