Strona główna / Aktualności / System po ośmiu miesiącach funkcjonowania

System po ośmiu miesiącach funkcjonowania

Od dłuższego czasu samorządy w całej Polsce borykają się z problemem rosnących kosztów za odbiór i gospodarowanie odpadów komunalnych. Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, opłata musi odzwierciedlać realne koszty gospodarki odpadami. Innymi słowy dokładanie pieniędzy z innych źródeł, np. kosztem gminnych inwestycji, nie jest zgodne z prawem. W związku z drastycznym wzrostem cen za odbiór i zagospodarowanie odpadów spowodowanym przez Parlament zmianami prawa, jak również wzrostem cen energii, paliw oraz kosztów pracy, od 1 maja 2020 r. lubonianie płacą za śmieci 28 zł od osoby miesięcznie. Opłata nie może być zróżnicowana bez względu na to, czy mieszkańcy segregują odpady czy nie, ponieważ segregacja stała się obowiązkiem dla każdego. Od 1 maja m. in. rozpoczęto odbiór odpadów kuchennych ulegających biodegradacji (są odbierane przez cały rok łącznie z odpadami zielonymi w brązowych pojemnikach). Zmieniła się częstotliwość odpadów wielkogabarytowych, zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego oraz zużytych opon (są odbierane raz na pół roku). Z systemu wyłączono nieruchomości niezamieszkałe. Zasady segregacji odpadów są jednakowe dla budynków jednorodzinnych oraz budynków wielolokalowych. W przypadku stwierdzenia braku segregacji Burmistrz jest zobowiązany do naliczania opłaty w wysokości podwójnej stawki za odpady. W budynkach wielolokalowych (spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe) odpowiedzialność za segregację jest zbiorowa i ciąży na wszystkich mieszkańcach. Po ośmiu miesiącach, w obliczu aktualnie obowiązującej ustawy, w całej Polsce uwidoczniły się jej niedoskonałości. W związku z tym Ministerstwo Klimatu przedstawiło podstawowe założenia kolejnej nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, których celem ma być uelastycznienie systemu gospodarowania odpadami komunalnymi i obniżenie kosztów jego funkcjonowania. Między innymi zapowiedziało zaostrzenie przepisów sankcyjnych związanych z zaśmiecaniem miejsc publicznych oraz lasów. Zmiany mają dotyczyć także nowelizacji Kodeksu karnego w zakresie odpowiedzialności za porzucanie odpadów niebezpiecznych. Zdaniem Ministerstwa, „podwyższone kary, wraz z udoskonalonymi metodami identyfikowania sprawców, pozwolą na ograniczenie tego typu negatywnych zachowań”. Niewątpliwie, na naszych łamach, do tematu powrócimy.

(PAW)

Śmieciowe opłaty – jak to wygląda u innych?

Obecnie obowiązujący w Luboniu system ponoszenia opłat za odbiór i zagospodarowanie odpadów jest systemem, w którym wysokość opłat uzależniona jest od liczby mieszkańców zamieszkujących daną nieruchomości. Oznacza to, że jeśli Kowalski mieszka z żoną – płacą za dwoje, a jeśli pojawia się w ich rodzinie dziecko – wskakują na pułap trojga itd. Zdania na temat skuteczności czy sprawiedliwości takiego systemu są podzielone. Mieszkańcy bloków uważają, że dopłacają do śmieci zielonych mieszkańcom domów jednorodzinnych, mieszkańcy domków zachodzą w głowę skąd w blokach tyle gabarytów. Wszyscy podejrzliwie spoglądają czy sąsiad na pewno zadeklarował właściwą liczbę mieszkańców, czy wpływ na to ma liczba osób, które są zameldowane, a może pomieszkujący u nas kuzyn powinien już zostać do takiej opłaty zgłoszony?

Nie są to wątpliwości czy zdania odmienne niż w innych miejscowościach, wszędzie jednak reguły gry są takie same. System ma się bilansować, a jego przychody to właśnie opłaty od mieszkańców. Co do wydatków – tu już bywa różnie. Warto jednak przyjrzeć się bliżej tym wpływom, bo płacenie za liczbę osób mieszkających w nieruchomości to nie jedyna metoda naliczania opłaty. Ustawa daje możliwość, i część samorządów z niej korzysta, aby kształtować ją w odniesieniu do innych czynników. Wymienia – powierzchnię lokalu mieszkalnego oraz ilość zużytej wody z danej nieruchomości. W efekcie opłata nie ma nic wspólnego z liczbą osób mieszkających w lokalu, przynajmniej bezpośrednio. Jeśli punkt odniesienia stanowi ilość zużytej wody – sprawa ma się całkiem logicznie. Pośrednio odzwierciedla liczbę mieszkańców – im nas więcej, tym więcej wody zużywamy. Jednocześnie, co może mniej oczywiste, świadczy o naszej zamożności czy w ogóle o nawykach konsumpcyjnych. Nawet jeśli mieszkamy w stosunkowo nielicznej rodzinie, a zużywamy dużo wody, to albo nie mamy w zwyczaju jej oszczędzać, albo zużywamy więcej innych dóbr. A jeśli zużywamy więcej innych dóbr, to wytwarzamy więcej odpadów. Fachowo można by to opisać słowami, że „istnieje statystyczna zależność między ilością zużytej wody i ilością wytwarzanych odpadów”.

W odniesieniu do metody, w której opłata za odpady jest uzależniona od powierzchni mieszkania, wątpliwości jest nieco więcej. Jej intencja zakłada, że im większa rodzina, tym większy lokal mieszkalny. Jak wiemy, nie jest to prosta i zawsze występująca zależność. Zapewne sami znamy wiele przypadków, w których rodzice po wyprowadzce dorosłych dzieci pozostają w przeskalowanych domach lub osoby samotne, zamieszkują w dużych mieszkaniach. W efekcie osoby te obciążone są wyższą opłatą, która nie jest w żaden sposób powiązana z ilością wytwarzanych przez nie odpadów. Należy jednak podkreślić, że jest to metoda dopuszczona przepisami prawa i w części gmin w Polsce stosowana z powodzeniem.

Oczywiście pojawia się odwieczne pytanie – dlaczego tak drogo? A przy okazji, która z metod jest najlepsza? Jak wskazują czasem samorządowcy, zapewne najbardziej sprawiedliwą metodą byłoby ważenie odbieranych śmieci i płacenie od każdego kilograma. Każdy zapłaciłby za tyle, ile wytworzył, a przy skrupulatnej kontroli worków, dodatkowo za to, co wytworzył. Niestety ustawodawca takiej metody nie przewidział, pozostaje nam zatem korzystać z możliwości, które są prawem dopuszczone. Metoda obecnie obowiązująca – od mieszkańca, zakładając ich uczciwość, skuteczne narzędzia kontroli i weryfikacji oraz dobrą kalkulację stawki, się broni. Jest najczęściej przyjmowana przez radnych gminnych i budzi wśród mieszkańców stosunkowo najmniej wątpliwości. Jako jej minusy wskazuje się nieszczelność systemu, bowiem utrudniona jest weryfikacja faktycznej liczby osób zamieszkujących w danym lokalu, a także rozbieżności między poszczególnymi gospodarstwami. Istotna różnica w ilości wytwarzanych w ciągu roku odpadów występuje bowiem jedynie między gospodarstwami jednoosobowymi a wieloosobowymi. Różnice między gospodarstwami domowymi dwuosobowymi, trzyosobowymi, czteroosobowymi nie są znaczące, a np. sześcioosobowe gospodarstwo domowe wytwarza niemal tyle samo odpadów co trzyosobowe.

Opłata naliczana od powierzchni lokalu, obowiązująca na przykład w Gdańsku jest prosta i łatwa do weryfikacji. Jak wspomniano wcześniej, nie przekłada się jednak w żaden sposób na ilość wytwarzanych odpadów. A dodatkowo, najbardziej obciąża najmniejsze gospodarstwa domowe oraz osoby mieszkające w domach jednorodzinnych.

Metoda „wodna” stosowana początkowo rzadko, obecnie coraz odważniej wprowadzana przez samorządy, choć słabo akceptowana przez mieszkańców i wiążąca się z pewnymi niedogodnościami, jest mimo wszystko łatwo weryfikowalna, pozwala zapewnić szczelność systemu oraz realnie różnicuje wysokość opłat między mieszkańcami.

Jak widać na opisanych przykładach, nie ma złotego środka, a każda z metod ma swoje plusy i minusy. Co więcej, w odniesieniu do różnych gmin, czy nawet różnych rodzajów zabudowy w danej gminie, inne metody będą lepsze i bardziej skuteczne. Jak system będzie ewoluował i czy w tym zakresie pojawią się jakieś zmiany – czas pokaże. Początek roku 2021 to prawdopodobnie czekająca nas nowa rewolucja w „śmieciowych” przepisach.

Anna Bernaciak

Paweł Wolniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.