Strona główna / Aktualności / Co nam w płucach gra na zimę?

Co nam w płucach gra na zimę?

Jest taka „miła” i „przyjemna” książka autorstwa Jakuba Chełmińskiego – Smog. Diesle, kopciuchy, kominy. Niejedyna w temacie, ale dla przeciętnego Kowalskiego wszystko podane jak przysłowiowa kawa na ławę. Kawa niestety jest dość mocna i przełyka się ją jak gorzką pigułkę. I nie jest to kolejny powód do klasycznej burzy rodem z lokalnych „fejsbuków” – „Przyjechali z wielkiego miasta i marudzą”, „Nie podoba się to wypad”, „Mój dziad palił, ojciec palił i ja palił będę”, „Ludzie, o co Wam w ogóle chodzi, nie macie ważniejszych problemów na głowie?”. Każdy w końcu może napisać, co mu się podoba… No właśnie i tak się składa, że ważniejszych problemów chwilowo na głowie nie mamy… Wprawdzie wirus i te klimaty, ale niestety jedno z drugim wiąże się bardziej niż nam się wydaje. Skoro w niektórych domach oczyszczacz powietrza działa praktycznie 24 h na dobę, a jego filtry po roku wyglądają jak szmata u przepracowanego wulkanizatora, to chyba coś jest na rzeczy. Zatem jak sobie z tym radzić?

Po pierwsze: smogu nie produkują ludzie! Smog robi się sam! Samo słowo pochodzi od połączenia angielskich słów smoke (dym) i fog (mgła). Jest to zjawisko atmosferyczne (tak właśnie i nie inaczej), które powstaje najczęściej w wyniku inwersji temperatur. Przy powierzchni ziemi utrzymuje się wówczas dużo niższa temperatura niż na wysokości kilkudziesięciu lub kilkuset metrów, co prowadzi, wskutek osiadania powietrza, do zatrzymania i kumulacji zanieczyszczeń blisko ziemi. Inwersja pojawia się często podczas mroźnych, bezchmurnych nocy. Co zatem do smogu mają ludzie? Żeby mógł powstać – oprócz mgły, niezbędny jest również dym. I to ten dym, czyli zanieczyszczenia z pieców, kominków, samochodów są jego niezbędną składową. Ludzie, nie robimy smogu, robimy dym!

Po drugie: niska emisja nie jest wcale mała! No to w końcu piece, kominki, auta czy ta cała niska emisja? Niestety to jedno i to samo – niska emisja, czyli nie „mała”, a taka, która jest „nisko”. Źródło zanieczyszczeń jest w niskiej emisji do 40 m nad powierzchnią ziemi – zatem sorry Karolin, twoja kontrybucja w smogu jest minimalna, a w niskiej emisji żadna. Ponad 200 m komina to nie w kij dmuchał, a już na pewno nie w niską emisję.

Po trzecie: drewno nie jest jak młody las na wiosnę – czyste i niewinne! Jeśli ogrzewamy nasz dom czy mieszkanie gazem pochodzącym z sieci lub zbiornika przydomowego, z każdym spalonym metrem sześciennym emitujemy przede wszystkim dwutlenek węgla. A to owszem, gaz cieplarniany – nie będący jednak w przypadku smogu kluczowym problemem. Najgorsze są pyły zawieszone – słynne PM10, PM2,5. Te z kolei radośnie produkujemy spalając drewno (tak, tak – drewno i jego pochodne, np. pellet), węgiel (we wszystkich jego odmianach) oraz w nieco mniejszym stopniu – olej opałowy. Zatem ktokolwiek myślał, że paląc drewnem jest taki eko-czeko, to nic z tego… Jeśli chodzi o emisję szkodliwych pyłów niewiele od węgla i jego pochodnych odstaje.

Po czwarte: nie takie auto straszne? Na mieście mówią, że samochód to takie samo zło, jak ten komin. Złote pytanie zatem brzmi – to dlaczego latem nie ma smogu (przynajmniej tego typu londyńskiego, choć to już temat na osobną historię)? Wówczas auta jeżdżą tak samo jak zimą, a mierniki zanieczyszczeń ani drgną. Uważny czytelnik pewnie powie, że to dlatego, że nie ma inwersji☺ Ano nie ma, podobnie jak nie ma precyzyjnych wyników badań rozwiewających wątpliwości w tym obszarze. Można zatem trzymać się wytycznych z raportu NIK, według którego za 82–92,8% zanieczyszczeń odpowiedzialna jest niska emisja (rozumiana jako paleniska w gospodarstwach domowych), a zanieczyszczenia komunikacyjne to 5,4–7%. Można też wnikać głębiej i dotrzeć do badań, które mówią, że np. w Warszawie emisja liniowa (samochody) odpowiadała za 63% stężenia PM10. Można pójść jeszcze dalej i wyczytać z innych źródeł, że pył samochodowy w mniej więcej 7% to „dymienie z rury”. Kilkanaście procent to drobinki z opon i klocków hamulcowych. Reszta, czyli ok. 80%, to pylenie wtórne, czyli to, co leży na jezdni, a samochody wzbijają w powietrze, przejeżdżając. Wniosek – samo auto aż takiego dymu nie czyni, ale wystarczy, że ruszy i już przestaje być tak kolorowo…

Po piąte: jak żyć? Najlepiej… zimą po prostu nie oddychać. Jako że radę tę trudno wcielić w życie, to przede wszystkim zainwestuj w oczyszczacz powietrza – nie wierz w opowieści, że to nic nie daje. Poza tym, zmniejsz temperaturę w domu – zmniejszasz tym samym zużycie ciepła, ergo – mniej palisz. Rozejrzyj się za alternatywą – może program dofinasowań do źródła ciepła obejmuje i ciebie, może warto zainwestować w hojnie dotowaną fotowoltaikę i częściowo korzystać z ogrzewania prądem? Staraj się wietrzyć dom nie tuż przed pójściem spać, a zaraz po powrocie z pracy, kiedy pół miasta nie postanowiło się jeszcze hojnie dogrzewać. Rób to prawidłowo – nie trzymając okno uchylone przez 3 godziny, a otwierając je na oścież przez 10-15 minut. Spędzając czas na świeżym powietrzu, korzystaj z masek (już nie tylko tych medycznych, ale prawdziwie antysmogowych). Staraj się, w miarę możliwości, uprawiać aktywność fizyczną na terenach otwartych i położonych wyżej. Bieganie wzdłuż doliny rzeki lub strumyka to nie jest zimowe mistrzostwo świata.

Tego typu rady można by mnożyć, ale nie na tym polega istota. Uważajcie na siebie i zwracajcie uwagę na stan powietrza. Zainstalujcie w telefonie aplikację pozwalającą Wam śledzić w czasie rzeczywistym wartości PM10 i PM2,5 i w miarę możliwości unikajcie aktywności na zewnątrz, częstego wietrzenia czy długich spacerów z psem przy wysokich poziomach zanieczyszczeń. Dbajcie o siebie, aby kolejna wiosna mogła być Wasza!

Anna Bernaciak

Anna Bernaciak – radna RML
fot. Zb. Anny Bernaciak
Żeby mógł powstać smog, oprócz mgły niezbędny jest również dym
fot. Paweł Wolniewicz

Paweł Wolniewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.