Lokomotywa

Gdy piszę te słowa, nie ma jeszcze dramatu, ale pewnie, gdy będziecie je Państwo czytać, będzie nieco mniej przyjemnie. Powoli rusza bowiem kampania wyborcza. Teraz jeszcze niczym lokomotywa z wiersza Tuwima, ociężała jak żółw, sapie, dyszy i ciągnie z mozołem, ale niebawem rozkręci się na całego i… ruszy!

Mówiąc szczerze – bardzo nie lubię tego czasu. Z jednej strony wyjątkowo zawzięcie trzeba wtedy udowadniać, że nie jest się wielbłądem, a z drugiej tłumaczyć, wyjaśniać i dyskutować z osobami, które czasem wcale nie mają ochoty dyskutować. Dzieje się wtedy bowiem z ludźmi coś dziwnego. Są bardzo jednoznaczni w sądach, bezkrytyczni i niestety, często, głusi na argumenty. Także te rzeczowe.

Ostatnio na przykład spytano mnie, dlaczego włodarze Lubonia tak chętnie sprzedają kolejne tereny deweloperom, doprowadzając do zabetonowywania miasta? Jako żywo nie wiem, gdzie, kiedy i co sprzedano deweloperom w ostatnim czasie. Żeby bowiem coś sprzedawać, najpierw trzeba to mieć. A Miasto Luboń ma w Luboniu gruntów jak na lekarstwo. Słynna ulica Kopernika nie była budowana przez tyle lat, wcale nie dlatego, że ktoś w tym zakresie wykazywał złą wolę. Ta ulica po prostu w znaczącej części nie należała do Miasta. Nie ma możliwości budowania drogi na cudzym gruncie. Dopiero postępowanie sądowe, wyjaśniające jej stan prawny, doprowadziło do możliwości wykupu gruntu i przygotowania do realizacji inwestycji. Podobna sytuacja ma miejsce na budowie kolejnych bloków w NCL-u lub szeregowców w Lasku czy Żabikowie. Powstają na prywatnych gruntach sprzedawanych prywatnym podmiotom, które realizują na nich swoje prywatne cele. Nie ma możliwości objęcia tych transakcji specjalnym nadzorem, zablokowania ich lub wpłynięcia na podmioty je dokonujące. Nikt nie może stanąć przed nimi jak Rejtan i rozdzierając koszulę krzyknąć – Nie budujcie! Chociaż w sumie… stanąć pewnie by mógł, ale nie podejrzewam, aby osiągnął cokolwiek innego niż wystawienie się na pośmiewisko. No, może jeszcze na jakiegoś mema by się załapał. Ot i tyle.

W takim razie, skoro Miasto nie może ograniczać tych transakcji, niech przynajmniej tak skonstruuje miejscowe plany, aby nie dało się już więcej nic w tym mieście wybudować. I tu w sumie trzeba sobie uczciwie powiedzieć – jest taka opcja. Ma tylko jeden, malutki, niemal zupełnie nieznaczący mankamencik. Jaki? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Otóż każdy właściciel, któremu wiele lat temu zapisano w miejscowym planie przeznaczenie jego gruntu pod budownictwo mieszkaniowe lub jakąkolwiek inną działalność – jeśli nie będzie mógł tego zapisu „skonsumować” jest uprawniony do starania się o odszkodowanie. Odszkodowanie z tytułu utraconej wartości nieruchomości. Zatem Miasto płaci. Nie tysiące, nie setki tysięcy, nawet nie miliony, a tych milionów dziesiątki lub setki. Konieczności wypłaty takich odszkodowań nie uniósłby budżet Poznania, a co dopiero Lubonia. Nijak się nie spina. Innych propozycji chwilowo brak.

Wracając jednak do kampanii – miło nie będzie, lekko też nie. Pojawią się uszczypliwe uwagi kontrkandydatów, anonimowe komentarze oponentów, nieprawdziwe zarzuty i prawdziwe oczekiwania. Pojawią się głosy faktycznie niezadowolonych i niezadowolonych dla zasady. Jest to bowiem okazja, aby ugrać coś dla siebie. A może właśnie teraz ktoś nam coś obieca. Ktoś powie, że jest w posiadaniu tajemnej wiedzy lub tego jedynego, nieodkrytego dotychczas sposobu, który pozwoli ziścić nasze pragnienia. Pal licho, jeśli będą o utwardzonej drodze lub chodniku (potrzeby, które są w XXI wieku co najmniej podstawowe i rozumiem niezadowolenie mieszkańców, którzy nie są w stanie ich zaspokoić). Gorzej, jeśli są to obietnice o basenie lub setkach nowych miejsc pracy. Mosina już się przekonała, jak łatwo jest nie wybudować basenu, jak wiele to kosztuje i jak wiele za nieznajdujące pokrycia w rzeczywistości obietnice można zapłacić. Oby Luboń nie musiał przekonywać się sam, a jedynie uczył na błędach innych. Ja gwarantuję, że basenu tutaj nie będzie, podobnie jak nowej Doliny Krzemowej czy nawet Tarnowa Podgórnego.

Na 13,5 km2 powierzchni wiele się nie zmieści. Z tych 13,5 km2 niewiele pozostaje też własnością Miasta, aby można było nagle wprowadzać rewolucję. Raczej powolna ewolucja, krok po kroku, mozolnie czasem wykuwana ma tu rację bytu. Przy zewnętrznych dofinansowaniach, tak skutecznie pozyskiwanych w ostatnich latach, można stopniowo eliminować wieloletnie zapóźnienia. W budowie infrastruktury technicznej, społecznej, a także w urządzaniu terenów zieleni i wypoczynku. Nie od razu Kraków zbudowano i nie od razu zbudują też Luboń. Choć w tym roku mija już 70 lat tego żmudnego budowania, to ja nieustannie widzę, jak wiele się zmienia i jak wiele można jeszcze zmienić. Pewnie, jak każdy, chciałabym szybciej i więcej, ale widząc to jako radna od drugiej strony – tej budżetowej czy związanej z trwaniem procedur projektowych czy administracyjnych, mam w sobie też wiele pokory.

Zatem choć nie lubię czasu kampanii, będę starała się brać na przysłowiową klatę dobre i złe słowa, wiedząc co można, a czego nie. Mając przy tym nadzieję, że lokomotywa ruszy z kopyta i już po 7 kwietnia, czyli po wyborach samorządowych, będzie dalej turkotać, stukać i pukać to, tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!

Anna Bernaciak

Redakcja GL

Gazeta Lubońska - niezależne pismo i portal mieszkańców Lubonia.

Sprawdź również

Przystanek Europa w Luboniu

1 z 8 Przystanków Europa z okazji XX. – lecia Polski w UE odbędzie się …

Dyżury radnych RML w kwietniu

W I i III poniedziałek miesiąca od godz. 16 do 18 we wszystkich rejonach Lubonia …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *